20 urodziny ROSa – informacje pogodowe

Dzięki przychylności Bogów, którzy opiekują się starymi BUSami i według co lepszych serwisów pogodowych w dniu (i nocy) urodzin ROSa pogoda będzie wręcz idealna !!!

sloeczko
Za dnia słoneczko i temperatura dochodzić będzie do 20 stopni w słońcu i 15 w cieniu !!

ksiezyc
Nocą natomiast odczuwalna temperatura oscylować będzie w granicach 10 stopni Celsjusza. Dla zmarzluchów będa miejsca przy samym ognisku 😉

Weźcie więc ze sobą coś ciepłego do ubrania i może jakiś kocyk do siedzenia (bo mimo że Mobilny jest wyposażony w liczne elementy turystyczne w postaci krzesełek kanap, kocyków, plandek, itd. to nie możemy obiecać że dla wszystkich ich starczy.

Informujemy również, że dzień imprezy zmieni się na noc imprezy dokładnie o godzinie 19.17. Jeśli więc chcecie zobaczyć jak słońce znika za Warszawskimi wieżowcami to bądźcie najpóźniej o 19.00 !!!

Reklamy

Trzecia ROSowa wyprawa na Woodstock

Tak jak obiecaliśmy dodajemy kolejne wpisy aby przywrócić ROSowego bloga do życia. Tym razem relacja z trzeciej już ROSowej wyprawy na Przystanek Woodstock.

DSC_0012Tym razem na Woodstock jechaliśmy na 2 samochody. ROS z 2PEM, Pilitem, Pedo i AnnąB (autostopowiczka z BlaBlaCar) wyruszył z Warszawy we wtorkowy ranek. Do Konina jechaliśmy autostradą, po drodze łapiąc Borka, który był ostatnim członkiem Załogi. W Koninie zjechaliśmy z autostrady i jechaliśmy starą trasą na Poznań i dalej w kierunku Niemieckiej granicy. Podróż upływała pod znakiem imprezy, z piwkiem, muzyczką i coraz niżej latającymi żartami 😉
Po zakupach w Kostrzyniu napotkaliśmy pierwszą przeszkodę w postaci patrolu Żandarmerii drogowej, która odmówiła ROSowi wjazdu na Woodstock. 2PEM i Pedo ruszyli piechotą aby zdobyć przepustkę. Gdy jednak doszli na teren festiwalu okazało się że Pilitowi udało się przekupić wojaków obietnicą dużej flaszki i wjechać na teren festiwalu. Zaznaczyć trzeba że flaszkę wypić z żołnierzami chciał ale niebyło mu to dano, albowiem „zgubił poczucie czasu” 😀

Po znalezieniu wystarczająco dużego miejsca i rozpoczęliśmy proces rozbijania ROSowiska. Na nasz obóz składało się sześc namiotów, narożnik, tylna kanapa ROSa, zestaw składanych krzesełek, gril, polowa kuchenka gazowa, liczne skrzynki, paczki, torby i oczywiście sam Mobilny. Część główna była zadaszona za pomocą systemu plandek przymocnowanych z jednej strony do ROSa a z drugiej do specjalnie przygotowanych rurek PCV.

Sam proces rozbijania był długi i dość skomplikowany. Załoga walczyła dzielnie lecz prace nie posuwały się zbyt szybko. I wtedy pomoc nadeszła z niebios… w rozbijaniu ROSowiaska pomogli nam wszechobecni Jezusowcy. Trzech gości i komenderująca nimi dziewczyna byli niezwykle przydatni przy trzymaniu sznurków, naciąganiu plandek, wbijaniu śledzi i innych prostych czynnościach 😉

aaaChwilę po rozbiciu obozowiska dojechała druga część naszej Woodstockowej wyprawy w osobach 1PEM, Patryka i Kądzia. Przyjechali oczywiście na gotowe tłumacząc się przejazdem samochodem pod samą sceną… leniuchy.

ROSowisko dzielnie chroniło nas przed deszczem, wiatrem i przede wszystkim upałem. Co prawda po kilku dniach nie wyglądało już tak idealnie jak na początku lecz nadal spełniało swoje funkcje.

W tym roku nie dotarła do nas niestety zaprzyjaźniona ekipa motocyklowa z Trójmiasta ale za to poznaliśmy dwie dziewczyny które na Woodstock przyjechały aż ze Szwajcarii !!! Użyczyliśmy im miejsca pod namiot na ROSowisku i wspólnie ruszyliśmy na koncerty.

Przebieg festiwalu lepiej ukazują zdjęcia niż opowieści, więc wrzucamy fotki, które robili Patryk i Pilit.

 

 

dsc_0006-e1409410025594dsc_0003dsc_0014DSC_0020 DSC_0019 DSC_0018 DSC_0032 DSC_0031 DSC_0030 DSC_0028 DSC_0022 DSC_0023 DSC_0024 DSC_0026 DSC_0017 DSC_0016 DSC_0011 DSC_0015 DSC_0009 DSC_0008 DSC_0007 DSC_0005 DSC_0001

DSC_0002

DSC_0004W niedzielę rano w godzinkę zwinęliśmy ROSowisko, posprzątaliśmy okolice (cztery 120 litrowe worki puszek i butelek 😉 )i ruszyliśmy w trasę. ROSem wracali 2PEM, Pilit, Borek, Kądziu i AnnaB. Podróż rozpoczęliśmy od śniadania w zaprzyjaźnionej knajpie, wyposażonej w to czego na festiwalu brakowało najbardziej czyli piękny ceramiczny klozet 😀

Znów do Konina jechaliśmy drogami lokalnymi a potem zjechaliśmy na autostradę. Powrót do Warszawy z licznymi przystankami trwał 10 godzin. ROS spalił dwa pełne baki ropy co daje troszkę ponad 10 litrów na 100 kilometrów. Trochę sporo ale duży wóz musi dużo palić 😉

Podsumowanie całości ? Jedno zdanie. Kto nie był niech żałuje !!!

Chodlik 2013

25 maja ROS prowadzony przez 2PEM, z pełną załogą na pokładzie (stażystki 2PEM, fotograf i hałaśliwy Rogownik) ruszył w kierunku Chodlika (gm. Karczmiska) gdzie jak co roku odbywać się miała Majówka Archeologiczna.

Wraz z ROSem do Chodlika jechał dzielny Wardburg ZSS IA UW, razem stanowili na drodze niesamowita parę, sunąc prędkością przelotową 80-90 km/h.

Mimo że do Chodlika daleko nie jest, to przez pęcherz wielkości orzeszka ziemnego jednej ze stażystek 2PEM podróż trwała bardzo długo i okraszona była licznymi postojami… Mimo to udało się dojechać, rozpalić ognisko i zintegrować ekipy z obu pojazdów.

chodlik3

Przez 3 kolejne dni ROS wtapiał się w stanowisko, które obsługiwał 2PEM wraz ze stażystkami i studentami obu Warszawskich uniwersytetów. Tylko dzięki temu, że zastosowań ROSa jest tyle, co gwiazd na niebie cała ekipa nie była przemoczona do suchej nitki (bo padało cięgle, długo, mocno i było szaro, zimno i padało, padało, padało…).

chodlik2

Plandeka przeciągnięta od stanowiska do ROSa, dawała ochronę przed deszczem i wiatrem, ale i tak część dziewcząt chroniła się w ciepłych i miękkich wnętrzach Mobilnego grzejąc się zewnętrznie poprzez wzajemne pocieranie i wewnętrznie dzięki wodzie cytrynowej 😉

chodlik1

Gdy przyszło wracać do domu ROS został zapakowany pod sam dach. Przewoził między innymi:
– pionowy warsztat tkacki,
– średniowieczne tokarki i świdry,
– komplet średniowiecznych i antycznych gier planszowych,
– komplet wyposażenia do haftowania,
– masę sprzętu który określić można jako archeologiczny,
– repliki 7 naczyń neolitycznych,
– komplet plansz wystawowych wraz z systemem wystawienniczym,
– a do tego masę gratów prywatnych uczestników majówki.

Podczas powrotu z pełna załogą i ciężką paką rozwinięcie prędkości przelotowej (90 km/h) było dość trudne. 2PEM zdecydował się więc na posunięcie radykalne i zwalniał jedynie minimalnie przed wjazdem do licznych wiosek znajdującej się na trasie do Wawy. Tuż przed wjazdem do jednej z nich z za zakrętu wyskoczył pasat i radośnie zamrugał do ROSa. 2PEM szybko zredukował prędkość do bardziej przepisowej. Gdy Mobilny wynurzył się z za zakrętu, jego oczom ukazały się dwa misie z suszarką. Jeden z nich miał już swoją ofiarę i radośnie rysował coś w kajecie. Drugi jednak słysząc ryk silnika ROSa podbiegł do krawędzi drogi i wystawił suszarkę. Widok jego twarzy gdy ujrzał toczącego się Mobilnego i radośnie podskakującego za nim Wardcza Archeologicznego ZSSu był zaprawdę bezcenny. Miś nawet nie strzelił ze swojej suszarki, lecz zwiesił smętnie głowę i odszedł znęcać się nad ofiarą swojego kolegi.

Reszta podróży do domu przebiegła by spokojnie, gdyby nie Warszawski trip Praski, który zafundowała ROSowi druga ze stażystek 2PEM. Wąskimi Praskimi uliczkami Mobilny przeciskał się dobre 20 minut, by skończyć na malusieńkim parkingu gdzieś w samym sercu Pragi. Na szczęście krawężniki nie są dla Mobilnego przeszkodą i poradził sobie z wyjazdem i dalszą częścią powrotu.