–== Urodziny ROSa numer 22 ==–

rosowy22

Witajcie, cześć i czołem !!!

Ekipa Mobilnego ma zaszczyt zaprosić

Was, waszych krewnych, przyjaciół (i babcie też) na

Imprezę Urodzinową ROSa.

Jak co roku wrześniową porą organizujemy imprezę urodzinową dla staruszka ROSa. Mamy więc nadzieję, że zjawicie się licznie i wspólnie z nami będziecie świętować kolejny rok, który mimo silnej eksploatacji udało mu się przetrwać, w miarę niezmienionym (znaczy się jeżdżącym) stanie.

Jak w latach ubiegłych impreza odbędzie się na plaży nad Wisłą, w pół drogi pomiędzy Mostem Poniatowskiego a Mostem Świętokrzyskim (mapka poniżej). Ekipa zapewni drewno na ognisko (abyśmy mogli posiedzieć do rana), grilla i wungiel, muzykę, światełka, i parę miejsc siedzących (nie za dużo bo krzesełka się poskładały podczas Woodstocków i innych imprez i wiele ich nie zostało niestety… ).

Was zachęcamy do przybycia wraz ze znajomymi, czymś do picia i do jedzenia, masą dobrego humoru i energii żeby bawić się do rana. Prognozy pogody (co prawda te długoterminowe ale zawsze) pokazują że ma być 19 stopni w dzień więc w nocy pewnie 14 będzie i bezchmurnie, co oznacza że pogoda idealna jest na imprezę. Ci którzy byli wcześniej na ROSowych imprezach wiedzą, że są one duże, długie i głośne, Ci którzy nie byli mogą zerknąć na wcześniejsze wpisy i znaleźć z nich relacje, w czeluściach niniejszego bloga 😉

Informacje podstawowe:

Data imprezy – 17 września roku pańskiego… bieżącego,
Start – koło godziny 19.00,
400 metrów od Mostu Łazienkowskiego,
700 metrów od Mostu Poniatowskiego,
A tu mapka ilustrująca gdzie będzie odbywać się ROSowa impreza:

mapka ROS

ps. autobusy wymienione ma mapce mogą być „lekko” nieaktualne więc się nimi się sugerujcie 😛

!!!! RAZ  JESZCZE ZAPRASZAMY !!!!

Reklamy

== Woodstock 2016 ==

Po raz kolejny już Załoga Mobilnego wyruszyła na Woodstock. Oczywiście wymagało to przygotowań technicznych (o których przeczytacie TU), organizacyjnych i aprowizacyjnych, ale to już tradycyjne części wypadów na Woodstock, więc tym razem poszło całkiem sprawnie.

Załogę w tym roku stanowili 2PEM, Kądziu, Pilit, Borek i Dawid. Ruszaliśmy po poniedziałkowym zmierzchu, tak aby nie jechać w upale i na wtorek rano być już na miejscu.  Plan podróży był prawie identyczny jak w zeszłym roku… prawie. Najpierw na Bielanach zjawił się Dawid, który przyjechał porannym pociągiem z Dolnego Śląska. Razem z nim, zaraz po zapadnięciu zmroku, 2PEM podjechał po Pilita i dalej po Kądzia. Tu niestety pojawił się pierwszy zgrzyt bo 2PEM (do czego się tu publicznie przyznaje) pomylił ulice i czekał na Kądzia nie w tym miejscu gdzie trzeba… SORKA !!! W czterech ruszyliśmy w kierunku zachodnim, Autostradą Wolności (skąd do cholery ta nazwa ?). Za kierownicą ROSa siedział Pilit, który prowadził aż do Ozorkowa (wioska pod Łodzią), gdzie dołączył do nas ostatni członek Załogi, czyli Borek. Dalsza podróż, upływała pod znakiem autostrady i opadów deszczu, które były dość uciążliwe, ponieważ z ROSowymi wycieraczkami nie jest najlepiej. Na szczęście, mimo że burze krążyły, pioruny błyskały, grzmoty waliły (przynajmniej tak nam się zdawało, bo w ROSie nie dużo słychać przez hałas silnika 😛 ) dużo nie padało na naszej trasie.

Z autostradą i Pilitem za kierownicą pożegnaliśmy się w Koninie, gdzie jak zawsze zjechaliśmy na starą dobrą drogę krajową numer 2. Kierunek jednak się nie zmienił i dalej jechaliśmy w na zachód. Za kierownicą zasiadł 2PEM. Droga była prosta, pusta i jechało się całkiem przyjemnie do momentu gdy… padły światła drogowe. Jak to się stało ? Wtedy na trasie, w środku nocy nie mieliśmy pojęcia. Sprawdziliśmy oczywiście bezpieczniki i żarówki ale były dobre. Nie wiedząc co się stało i będąc w połowie trasy postanowiliśmy kontynuować dalszą podróż używając na zmianę świateł postojowych (gdy jechaliśmy tuż za tirem) lub długich (gdy tir nas zdradził i skręcił sobie z naszej trasy… bezczelny). Na szczęście już w Poznaniu wstało słońce… w sensie, że my byliśmy w Poznaniu, gdy słońce wstawało gdzieś na wschodzie… i światła stały się mniej potrzebne 😉 Za Poznaniem jazda była już czystą przyjemnością. Załoga w większości spała, lub przysypiała, lasy Lubuskiego ciągnęły się po obu stronach drogi, no i było kompletnie pusto więc mogliśmy wydusić z Mobilnego pełną prędkość… czyli jakieś 110 km/h 😛

Do Kostrzynia dojechaliśmy kilka minut przed szóstą, co jak się okazało było problematyczne, bo większości sklepów otwierają dopiero o 7.00, a nie bardzo chcieliśmy tracić całą godzinę na jakimś bezsensownym parkingu. Po co był nam sklep ? Pierwszy plan był taki, że zaopatrzenie nabędziemy w Tesco we Wrześni, w którym robiliśmy zakupy pierwszy raz jadąc na Woodstock. Niestety oszukano nas haniebnie !! Mimo iż w Internetach napisane było, iż sklep ten działa 24/h na dobę, to w rzeczywistości działał do 24.00. Musieliśmy więc zdobyć zaopatrzenie w samym już Kostrzynie bo niewiele jest dobrze zaopatrzonych nocnych na trasie… w sensie że wcale ich nie ma. Na szczęście od 6.00 działał dobrze zaopatrzony sklep, co zwie się Netto. Tam zakupiliśmy niezbędne towary w postaci jedzenia i picia i ruszyliśmy na Woodstock.

W związku z nowymi przepisami bezpieczeństwa (kompletnie bezsensownymi) nie mogliśmy stanąć w naszym standardowym miejscu. Udaliśmy się więc w kierunku „Pola Malinowskiego” gdzie miały zmieścić się wszystkie Woodstockowe pojazdy. Dojazd na miejsce nie był łatwy. Miejsca przy drogach i dróżkach były w większości zajęte. Miejsca pod lasem dającym cień, były zajęte wszystkie… Stwierdziliśmy więc, że skoro przy drodze ani przy lesie nie staniemy, to rozbijemy się przynajmniej tak, żeby było blisko na sam festiwal. Objechaliśmy więc wszystko w kółko, wypuściliśmy pieszych zwiadowców i rozpoczęliśmy poszukiwania dogodnego miejsca. Razem z nami miejsca poszukiwał niebieski, odpicowany jak 150 VW Transporter trzeciej generacji, z dwoma parkami w środku. Pierwsza z nich to Michał (kierowca) i Dominika, a druga to Grześ i Martyna (prawdziwa Śląska czarownica, potrafiąca swym nastrojem zmieniać pogodę !!!) Po rozeznaniu się w okolicy i oszacowaniu czy lepiej stać na górce (pizga wiatrem i deszczem), czy w dolince (deszcz spływa z góry w dolinkę) wybraliśmy… szczyt górki. Był prawie płaski więc dało się postawić i ROSa i namioty. Dodatkowo Ślązaki z niebieskiego VW nie dogadały się z Niemcami rozbitymi 100 metrów dalej (straszne fleje były z tych Niemców) i dołączyły do nas. Dzięki temu ROSowisko było w tym roku bardzo wypasione. Składało się bowiem z 2 stojących równolegle busów pomiędzy, którymi rozciągnęliśmy plandekę, która wraz ze szkieletem zeszłorocznego namiotu tworzyła zadaszenie. Ściany doczepione do szkieletu tworzyły ochronę od wiatru i deszczu (których w tym roku było dużo… dużo za dużo) co było bardzo istotne albowiem nie chcieliśmy, aby zamókł nam nasz pomarańczowy dywan w żyrafki 😀 W tym roku bowiem, oprócz kanapy z ROSa, narożnika, krzesełek, hamaka i stolika zabraliśmy również dywan 😀 Razem z ekipą WV stworzyliśmy więc dość sprawnie i szybko obozowisko na miarę naszych czasów i możliwości 😉

A co z samym Woodstockiem ? Otóż ekipa z VW okazała się dobrym towarzystwem imprezowo-melanżowym, o czym jednak pisać dokładnie nie będę z przyczyn oczywiście oczywistych 😉 Dość powiedzieć, że po raz kolejny zdarzało się, że trzeba było walczyć z dniami na raty i dwa wtorki, czy czwartki nie były niczym nadzwyczajnym. Warto jednak wspomnieć o tym, że oprócz ekipy z VW dotarły do nas również dziewczęta z Bydgoszczy (Ania i Daria), które pierwszy raz były na Woodstocku. Co ciekawe twierdzą, że coś nawet pamiętają z tego wyjazdu… choć ja pewności nie mam 😉

Przebieg Woodstocku możecie obejrzeć na filmach i zdjęciach niżej. Zdjęć za dużo nie ma ale za to są dwa filmy. Jeden pokazuje „koncert pod kontenerem”, który Grześ (z ekipy VW) zagrał na drodze z Dużej Sceny na wioskę ASP, a drugi pokazuje ROSowisko i „poziom 4″…  Zdjęcia pozostawię  bez komentarza albowiem… no powiedzmy, że go nie wymagają 😉

 

20160712_204954 20160713_141409 20160717_100532 13941112_1260615930623666_544971822_n 13933181_1260615923957000_661944179_n 13884306_1260615857290340_1058138375_n 13936715_1260615847290341_1705832724_n

Powrót w niedzielę był męczący, choć bywały gorsze 😉 Pierwszym problemem był wyjazd z pola namiotowego. Masa ludzi spała jeszcze smacznie w namiotach, gdy my zebraliśmy majdan i chcieliśmy ruszać do domu. ROS co prawda poradził by sobie właściwie z każdym namiotem, ale wiedzieni duchem Woodstocku, nie chcieliśmy rozjeżdżać bogu ducha winnych namiotów… nie wspominając o ludziach w nich śpiących. Trzeba więc było wypuścić pieszych zwiadowców, żeby wytyczali trasę między namiotami. Drugą przeszkodą było zbocze górki, na której byliśmy rozbici. Otóż okazało się, że zbocze jest pochylone !!! Nikt z nas nie mógł przecie wcześniej przypuszczać, że górka jest pochyła… Jak ona śmiała !! Zresztą nie było by w tym nic strasznego gdyby nie to, że trasa prowadziła w poprzek zbocza, porośniętego mokrą trawą i przez to „dość” śliskiego. Powodowało to, że Mobilny jadąc naprzód, jednocześnie ześlizgiwał się w dół zbocza. Nie mniej jednak dzięki dużym oponom, umiejętnym manipulowaniu gazem i biegami, udało nam się wyjechać i nikogo przy tym nie tylko nie zabić, ale nawet nie uszkodzić 😀

Gdy myśleliśmy, że już nic nas nie powstrzyma okazało się, że panowie w niebieskich mundurkach zorganizowali objazdy… Dzięki temu udało nam się zwiedzić Gorzów Wielkopolski i nadłożyć jakieś 50 km drogi. No ale prawie nie staliśmy w korkach więc w sumie wyszło na jedno. Niedziela była słoneczna, dzięki czemu jechało się bardzo przyjemnie. Na jedzonko stanęliśmy w knajpie pod Poznaniem, w której zjedliśmy bardzo dobre i duże obiadki, w bardzo rozsądnej cenie 😉 Prowadzenie ROSa najpierw przypadło 2PEM, a po zjeździe na autostradę Pilitowi. Do Domu dojechaliśmy jakoś koło 20.00. Najpierw odwieźliśmy Kądzia, potem Pilita, a na końcu z Dawidem zamelinowaliśmy się u mnie. Borek musiał niestety opuścić nas dzień wcześniej z powodów służbowych L No i na tym historia Woodstockowa zazwyczaj się kończyła, ale tym razem miała ona swój epilog. Dawid musiał bowiem o 5.00 rano być na lotnisku, aby złapać samolot do Egiptowa. Po przyjeździe, zjedliśmy chińczyka, kimneliśmy się 4 godziny i znów wsiedliśmy w ROSa. Jazda była… zajebista !!! W 20 minut przejechaliśmy z Bielan na Okęcie 😀 Jak by zawsze można było tak jeździć po Warszawie, to było by pięknie J Tak czy siak po odstawieniu Dawida na lotnisko i powrocie na Bielany Woodstock oficjalnie się zakończył… przynajmniej dla ROSa, bo Dawid musiał jeszcze przelecieć pół Europy i morze Śródziemne, ale to już zupełnie inna historia…

Raport techniczny 2016

Po dość długiej przerwie w nadawaniu, Ekipa Mobilnego postanowiła dodać trochę informacji o stanie ROSa i o jego wojażach. Ale zacznijmy od początku, czyli od problemów silnikowych.

Kto jechał ROSem w zeszłym roku ten wie, że silnik od jakiegoś już czasu wydawał niepokojące dźwięki. Stukał, pukał, klekotał. Zwłaszcza gdy nie był rozgrzany. Wypowiadało się na ten temat wielu mechaników, lecz wszyscy skazywali Mobilnego na złomowisko !!! Jednak Ekipa nie miała zamiaru się poddać. Rozpoczęliśmy poszukiwania specjalisty od wolno ssących Mercedesów. Z przyczyn oczywisto finansowych, omijaliśmy z daleka autoryzowane serwisy. Poszukiwaniom naszym bardzo pomogli ludzie z forów zrzeszających old i youngtimery. To oni podpowiedzieli nam, że całkiem niedaleko, bo na Białołęce (na ulicy Wiklinowej), mieści się warsztat, który prowadzi człowiek o Mercach wiedzący wszystko, a nawet więcej.

Podjechaliśmy na miejsce. Brama, podwórko na którym stało kilkanaście merców, i dalej dwa stanowiska do pracy. Szefa brak, pojechał po części. Siedzimy czekamy. Zjawia się po kilkunastu minutach. Odpalamy ROSa, mówimy że silnik stuka, puka, klekoce. Mobilny jednak postanawia zrobić nam psikusa i silnik chodzi bez hałasu… Spec radzi żeby do pełnego baku ropy dodać specjalną miksturę, która przeczyści silnik…

Po 2 dniach zastanawiania się dochodzimy do wniosku, że jednak wolimy żeby spec zajrzał do ROSa. Decyzje podejmuje taką bo zalanie pełnego baku ropy i dodanie tego specyfiku, to raz droga zabawa (zwłaszcza jak by nie pomogło), dwa trzeba to paliwo spalić żeby kuracja zadziała, a czasu jak zawsze mało…

Jedziemy więc na Wiklinową po raz drugi. Znów czekamy chwilę na szefa. Raz jeszcze klarujemy sprawę. Tym razem po odpaleniu silnika znane hałasy są dobrze słyszalne. Spec kiwa głową, bierze kluczyki, dokumenty i numer do nas. Mówi że za tydzień będzie dobrze….

Mija tydzień. Mija drugi tydzień. Spec się nie odzywa. Postanawiamy sami do niego zadzwonić. Cieszy się z telefonu, bo okazuje się, że zapodział gdzieś do nas numer i nie mógł zadzwonić i poinformować nas, że zrobił co miał zrobić… Podjeżdżamy na miejsce. Szef odpala silnik, których chodzi równo i bez hałasu. Szok i radość. Spec opowiada, że to przez paliwo, które w Polsce jest mocno zasiarczone i przez to blokuje przepływ płynów w silniku. Opowiada że w latach 80′ i 90′ jeździł do Niemiec i sprowadzał Mercedesy 124, z tą awarią, bo Niemcy nie umieli tego naprawiać, a on za grosze reperował i sprzedawał u nas na dobre pieniądze. Cała usługa kosztowała nas 350 zł więc wcale uczciwie.

To działo się jakoś na przełomie zimy i wiosny. A już w czerwcu udało nam się przejść przegląd. I to w pełni zgodnie z przepisami !!! Jedyna rzecz, którą trzeba było naprawić to wahacz z prawej strony. A, no i jeszcze nowa gaśnica za 50 zł, dzięki czemu mamy już w ROSie 3 gaśnice… trochę jak wóz strażacki 😉

Następnie w Pieńkach Mobilny został wysprzątany, umyty i pomalowany (w sensie kolory są takie same jak były, ale poprawione). I w sumie gotowy był na sezon letni, który rozpoczął się wyjazdem na Woodstock… ale o tym przeczytacie w kolejnym poście, który ukaże się tak szybko, jak 1PEM rozkmini, jak dodać na bloga filmy, które nagraliśmy podczas festiwalu 😉

ROS na zimowym zlocie Youngtimer Warsaw

„Idzie luty podkuj buty” mówiła babcia, a tymczasem w ostatnią niedzielę (znaczy się dnia 7 lutego roku Pańskiego 2016) nie tylko nie było mrozu i śniegu, ale świeciło piękne słoneczko i temperatura dochodziła do 10 stopni Celsjusza. I w tych właśnie pięknych i sprzyjających okolicznościach przyrody 2PEM wraz z 2 połową 2PEM postanowili wybrać się na zlot starych i nie tak starych samochodów, organizowany przez ekipę Youngtimer Warsaw (więcej info o nich znajdziecie tutaj). Zlot odbył się na parkingu… a właściwie pod mostem, zaraz koło stacji kolejowej PKP Powiśle. Zjechało się dużo bardzo fajnych samochodów i trochę ciekawie poprzerabianych motocykli.

Był też oczywiście ROS. Co prawda jeszcze nie bardzo ogarnięty po naprawach i po zimie, ale za to ze sprawnym silnikiem i bez dziur w karoserii. I co ciekawe mimo stojących w jego sąsiedztwie błyszczących, lśniących i odpicowanych osobówek i on cieszył się zainteresowaniem gości zlotu.

Zważywszy jednak, że ciężko jest opisywać piękne samochody, które zjechały na zlot poniżej prezentujemy galerię zdjęć, które udało się na cyknąć. Miłego oglądania !!!

1 26 25 24 23 22 21 20 19 18 17 16 15 14 13 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3

21 urodziny ROSa – informacje dodatkowe

Witamy,

Już dziś widzimy się nad Wisłą na 21 urodzinach ROSa, więc postanowiliśmy dorzucić kilka informacji organizacyjnych.

Po pierwsze, jak już pisaliśmy na Twarzoksiążce, pogoda będzie dobra. Dobra czyli nie będzie padać, a w nocy temperatura nie spadnie poniżej 10 stopni (Celsjusza rzecz jasna). Za tak korzystny obrót sprawy można dziękować 1PEM, który zamówił taką pogodę w swoim miejscu pracy. A oto odpowiednia ilustracja (źródło pogodynka.pl):
pogodaPo drugie ROS jak co roku przed imprezą zaczarował i na jego pace, zupełnie magicznym sposobem pojawiła się duża ilość drewna. Oznacza to, że będziemy przez całą noc palić duże i ciepłe ognisko oraz, że będzie przy czym zrobić kiełbaski.
A oto ilustracje pokazujące, co Ekipa rozumie przez dużą ilość drewna:
drewno 001 drewno 002W związku z tym, że ognisko szykuje się zacne przypominamy żeby zabrać ze sobą jedzonko. Jedzonko jest ważne, bo daje wewnętrzne ciepło (tak wiemy, że nie tylko jedzonko daje wewnętrzne ciepło 😛 ) i sprawia, że możemy spożyć więcej sfermentowanego zboża lub owoców w płynnej formie 😀

Dodatkowo tych, którzy planowali jeść inne rzeczy niż kiełbaski i będą potrzebowali grilla, uspokajamy, że profesjonalny ROSowy grill na trójnogu również będzie dostępny 🙂

Po trzecie, po dokładnym przemyśleniu sytuacji związanej z zachodzeniem słońca i ilością rzeczy do przygotowania po dojechaniu na miejsce informujemy, że nad Wisłą będziemy około godziny 19.00 więc zgodnie z wcześniejszym planem 😛 Wszystkich, którzy chcieli by obejrzeć zachód słońca nad Warszawą, serdecznie zapraszamy, przydacie się również do rozładowania ROSa 😛

Po czwarte, jak by ktoś nie mógł trafić to informuję, że obaj członkowie Ekipy Mobilnego będą mieli telefony przy tyłkach, więc trzeba dzwonić i dopytywać o drogę.

No i to chyba tyle 🙂
Widzimy się wieczorem nad Wisłą 🙂

ROS jako mobilna trybuna sportowa

Rzecz działa się w ostatni sierpniowy łikend. Słoneczko grzało, dość mocno nawet, w sensie że było jak w piekarniku. Ekipa spędzała czas leniuchując w miejscu zwanym Pieńkami. Poranek był wypełniony piwem i niezwykle inteligentnymi rozmowami polityczno-ekonomiczno-kacowymi. Jednym słowem pełen relaks.

Nic jednak nie trwa wiecznie. Ogarnięty sportowym szałem Pan Duże P, już dnia poprzedniego dostrzegł, że do pobliskiego Mszczonowa przyjedzie grać mecz „HKS Hutnik Warszawa Bielany”. Gdy więc w sobotni poranek zwlekł się z łózka, z marszu zaczął nakłaniać resztę Załogi do wyruszenia na mecz, który Hutnik miał grać z Mszczonowianką Mszczonów (jakże oryginalna nazwa 😛 ). Duch w Załodze był chętny, gorzej jednak z trzeźwością. I to przez trzeźwość właśnie, a raczej jej brak do grona kobiet prowadzących Mobilnego dołączyła Edzia.

Mimo, że Edzia dobrym kierowcą jest i nie raz woziła nasze tyłki po różnorakich miejscach i imprezach, do ROSa podeszła z należytym szacunkiem. Żeby lepiej to zobrazować cytacik „Ja mam tym jechać ? Chyba zgłupiałeś ? To za wielkie jest ! Ja czołgów nie prowadzę”, mówiła wsiadając za kierownicę 😉 Jednak po szybkim przeszkoleniu przeprowadzonym przez 2PEM, przysunięciu fotela kierowcy 😛 i instrukcji odpalania Mobilnego, Edzia dzielnie i pomału ruszyła w drogę do Mszczonowa.

Droga była długa i niebezpieczna. Całe 8 kilometrów, z czego większość po wiejskich drogach, pełnych niebezpieczeństw w postaci żab i ślimaków. Pozostała część po niezmiernie zatłoczonych ulicach sobotniego Mszczonowa… Nie mniej jednak, mimo wielu niebezpieczeństw, bez problemowo dotarliśmy na stadion w Mszczonowie, a konkretnie pod stadion.

Mimo że Hutnik i Mszczonowianka grają w IV Lidze okręgowej południowego Mazowsza dookoła stadionu kręciło się sporo policji, wejście na mecz było biletowane, a na stadion nie można było wnieść nie tylko piwa, ale i półtoralitrowej butelki z wodą. Załoga czuła się więc rozczarowana. Oglądanie meczu z za betonowego ogrodzenia było by słabe jak… coś bardzo słabego, a niemożliwość wypicia piwka na trybunach jeszcze gorsza.

Z pomocą przyszedł jednak ROS 🙂 Edzia podjechała nim w strategiczne miejsce, z którego roztaczał się dobry widok na cały stadion, a dodatkowo był osłonięty przez znajdujące się przy boisku garaże. Ekipa szybciutko wyciągnęła krzesełka i czerwoną kanapę i rozlokowała je na dachu Mobilnego. Po chwili można było już oglądać mecz z vipowskiej trybuny zorganizowanej na ROSie 😀

Tak wyglądał ROS między garażami przy stadionie:
20150829_14011520150829_131838 A tak wyglądała Ekipa Mobilnego wraz z Edzią (blondi dziewczę w wielkich ciemnych okularach, jak by ktoś miał wątpliwości 😛 )
ps. to chyba jedyne na całym blogu zdjęcia, na których można zobaczyć 1PEM i 2PEM razem 😀

20150829_131835 20150829_132414A tak wygląda sam stadion w Mszczonowie i ROS z oddali:

20150829_135937 20150829_135907 20150829_135606Sam widok z ROSa na stadion wyglądał tak:
20150829_132010a to już ostatnie zdjęcie w postaci panoramy z dachu ROSa wykonanej przez 1PEM:

20150829_131927

No i jeszcze kilka linków do zdjęć i filmów, na których mniej lub bardziej widać Ekipę Mobilnego na meczu. Cóż, jak się bywa w świecie, to bywa się fotografowanym…

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.965105596865470.1073741851.236489219727115&type=1

Na koniec dodać należy, że zarówno lokalni działacze (pozdrowieniowa dla Pana z wielkim stoczniowym wąsem, który przyszedł pogratulować nam pomysłu na trybunę), jak i piłkarze, a nawet policja docenili nasz wysiłek włożony w chęć obejrzenia meczu. Policja co prawda nie przyszła z nami pogadać, ale to właśnie było najlepsze, bo pozwoliło nam w spokoju cieszyć się meczem i piwkiem 😉

Droga powrotna była nieco dłuższa, ale nie z powodu kierowcy (nie wiem jaka jest damska wersja słowa kierowca, więc mam nadzieję że Edzia, która prowadziła ROSa i w drodze powrotnej się nie obrazi), a z okazji przystanku w sklepie z owadem w logo.

Tak czy inaczej udowodnione zostało, że ROS może z powodzeniem służyć jako trybuna meczowa oraz, że Edzia dobrym kierowcą jest 🙂

Czekając na brata szwagra Pana P…

Mobilny ROS kuruje swoją blachę w zaciszu warsztatu brata szwagra Pana P, a tymczasem Ekipa zastanawia się co począć dalej. Koniec końców ROS został kupiony w celu przerobienia go na kampera. Co prawda dzięki Czerwonej Kanapie spało w nim  dość wygodnie wiele osób płci obojga, to jednak z kamperem wiele wspólnego nie miał. Dodatkowo zwiększająca się w miarę upływu czasu ilość gratów, które w przeróżnych skrzynkach, torbach i innych walających się po pace pojemnikach, były wożone zawsze i wszędzie, nie dodawała Mobilemu uroku.

Powstał więc plan stworzenia skrzyni z drewna, która zajmowała by całą pakę. Od tylnego rzędu siedzeń po tylne drzwi. Jej wysokość była by równa wysokości tylnych nadkoli, dzięki czemu na całej szerokości ROSa powstała by płaska przestrzeń do spania, pod którą było by mnóstwo miejsca na wspomniane wcześniej graty. Oczywiście cała operacja wymagała by między innymi zmiany miejsca położenia akumulatora, podnośnika oraz koła zapasowego, nie mówiąc już o mocowaniach do ścian i podłogi.

Plan pomału kiełkował w głowach Ekipy. Mijały miesiące, spadły liście z drzew i spadł śnieg, rok zmienił się na kolejny, śnieg stopniał, a na drzewach pojawiły się pączki i wraz z nimi nastąpił przełom w planowaniu. 1PEM żeglując po krawędziach internetów, dotarł bowiem do planów wykonania skrzyni, niezwykle zbliżonej do tej, która kiełkowała w głowie Ekipy.

Poniżej zdjęcia odnalezionego przez 1PEM projektu wraz z komentarzami Ekipy (to te w bardziej zrozumiałym języku). Przyjrzyjcie się im bardzo uważnie, bo jest wielce prawdopodobne, że ROS niedługo otrzyma taką właśnie skrzynie 😀

Napiszcie koniecznie co sądzicie o takim sposobie zagospodarowania przestrzeni w ROSie !!!

1W ROSie skrzynia będzie wyższa, bo nadkola są w nim wyższe, niż na pace tego pick-up’a.

2

Skrzynia w ROSie raczej nie będzie wyjmowana lecz zamocowana na stałe… raczej 😉

3Jak głosi napis w języku Szekspira, szuflada przesuwa się po „dżinksach” służących do montowania kółek w deskorolkach 😀

4   Pomiędzy „dżinksy” wsuwamy metalowy kątownik przykręcony do szuflady i wszystko ma działać…

5

Wszystko, jak widać wykonane z eleganckiej sklejeczki.

6Zastanawia nas, czy nie przydały by się jakieś rozkładane nóżki, żeby się ta szuflada nie urwała przy pełnym rozsunięciu…

7Takie schowki będą po obu stronach szuflady, tak aby przestrzeń przy nadkolach również została zagospodarowana.

8Drugi akumulator już nawet zakupiliśmy, trzeba je teraz tylko połączyć i spakować do wspólnej szufladki.

10 Zamknięcia i blokadki to rzecz oczywista…

11Przydają się zwłaszcza na dużych imprezach typu Woodstock.

12 Ale są też ważne, aby mieć pewność, że szuflada nie otworzy się nagle podczas jazdy, nie wywali tylnych drzwi i nie spadnie na jadące za ROSem auto… 😉

13Malowanko nie tylko daje ładny kolorek ale i zabezpiecza przed wilgocią…

14

A malować zawsze łatwiej przed zmontowaniem wszystkiego w całość 🙂

15 Wykończenia…

16 ROS ma większe bateryjki 😛

17Bajerki prądowe. Jeśli 1PEM je ogarnie to w ROSie też zamontujemy, bo mogą być przydatne podczas noclegów w plenerze. 2PEM się na prądzie nie zna więc w tym temacie nie pomoże za bardzo 😛

19 System audio będzie zupełnie inny, bo musi mieć możliwość grania i wewnątrz i na zewnątrz ROSa.

20 Straszny bałagan mają w środku tego pick-up’a. Nie to co w ROSie 😉

21Materacyk będzie oczywiście nowy, Czerwona Kanapa przejdzie na emeryturę, lub znajdzie swoje miejsce na dachu. Ale dach to już zupełnie inna historia…