–== Urodziny ROSa numer 22 ==–

rosowy22

Witajcie, cześć i czołem !!!

Ekipa Mobilnego ma zaszczyt zaprosić

Was, waszych krewnych, przyjaciół (i babcie też) na

Imprezę Urodzinową ROSa.

Jak co roku wrześniową porą organizujemy imprezę urodzinową dla staruszka ROSa. Mamy więc nadzieję, że zjawicie się licznie i wspólnie z nami będziecie świętować kolejny rok, który mimo silnej eksploatacji udało mu się przetrwać, w miarę niezmienionym (znaczy się jeżdżącym) stanie.

Jak w latach ubiegłych impreza odbędzie się na plaży nad Wisłą, w pół drogi pomiędzy Mostem Poniatowskiego a Mostem Świętokrzyskim (mapka poniżej). Ekipa zapewni drewno na ognisko (abyśmy mogli posiedzieć do rana), grilla i wungiel, muzykę, światełka, i parę miejsc siedzących (nie za dużo bo krzesełka się poskładały podczas Woodstocków i innych imprez i wiele ich nie zostało niestety… ).

Was zachęcamy do przybycia wraz ze znajomymi, czymś do picia i do jedzenia, masą dobrego humoru i energii żeby bawić się do rana. Prognozy pogody (co prawda te długoterminowe ale zawsze) pokazują że ma być 19 stopni w dzień więc w nocy pewnie 14 będzie i bezchmurnie, co oznacza że pogoda idealna jest na imprezę. Ci którzy byli wcześniej na ROSowych imprezach wiedzą, że są one duże, długie i głośne, Ci którzy nie byli mogą zerknąć na wcześniejsze wpisy i znaleźć z nich relacje, w czeluściach niniejszego bloga 😉

Informacje podstawowe:

Data imprezy – 17 września roku pańskiego… bieżącego,
Start – koło godziny 19.00,
400 metrów od Mostu Łazienkowskiego,
700 metrów od Mostu Poniatowskiego,
A tu mapka ilustrująca gdzie będzie odbywać się ROSowa impreza:

mapka ROS

ps. autobusy wymienione ma mapce mogą być „lekko” nieaktualne więc się nimi się sugerujcie 😛

!!!! RAZ  JESZCZE ZAPRASZAMY !!!!

Reklamy

Raport techniczny 2016

Po dość długiej przerwie w nadawaniu, Ekipa Mobilnego postanowiła dodać trochę informacji o stanie ROSa i o jego wojażach. Ale zacznijmy od początku, czyli od problemów silnikowych.

Kto jechał ROSem w zeszłym roku ten wie, że silnik od jakiegoś już czasu wydawał niepokojące dźwięki. Stukał, pukał, klekotał. Zwłaszcza gdy nie był rozgrzany. Wypowiadało się na ten temat wielu mechaników, lecz wszyscy skazywali Mobilnego na złomowisko !!! Jednak Ekipa nie miała zamiaru się poddać. Rozpoczęliśmy poszukiwania specjalisty od wolno ssących Mercedesów. Z przyczyn oczywisto finansowych, omijaliśmy z daleka autoryzowane serwisy. Poszukiwaniom naszym bardzo pomogli ludzie z forów zrzeszających old i youngtimery. To oni podpowiedzieli nam, że całkiem niedaleko, bo na Białołęce (na ulicy Wiklinowej), mieści się warsztat, który prowadzi człowiek o Mercach wiedzący wszystko, a nawet więcej.

Podjechaliśmy na miejsce. Brama, podwórko na którym stało kilkanaście merców, i dalej dwa stanowiska do pracy. Szefa brak, pojechał po części. Siedzimy czekamy. Zjawia się po kilkunastu minutach. Odpalamy ROSa, mówimy że silnik stuka, puka, klekoce. Mobilny jednak postanawia zrobić nam psikusa i silnik chodzi bez hałasu… Spec radzi żeby do pełnego baku ropy dodać specjalną miksturę, która przeczyści silnik…

Po 2 dniach zastanawiania się dochodzimy do wniosku, że jednak wolimy żeby spec zajrzał do ROSa. Decyzje podejmuje taką bo zalanie pełnego baku ropy i dodanie tego specyfiku, to raz droga zabawa (zwłaszcza jak by nie pomogło), dwa trzeba to paliwo spalić żeby kuracja zadziała, a czasu jak zawsze mało…

Jedziemy więc na Wiklinową po raz drugi. Znów czekamy chwilę na szefa. Raz jeszcze klarujemy sprawę. Tym razem po odpaleniu silnika znane hałasy są dobrze słyszalne. Spec kiwa głową, bierze kluczyki, dokumenty i numer do nas. Mówi że za tydzień będzie dobrze….

Mija tydzień. Mija drugi tydzień. Spec się nie odzywa. Postanawiamy sami do niego zadzwonić. Cieszy się z telefonu, bo okazuje się, że zapodział gdzieś do nas numer i nie mógł zadzwonić i poinformować nas, że zrobił co miał zrobić… Podjeżdżamy na miejsce. Szef odpala silnik, których chodzi równo i bez hałasu. Szok i radość. Spec opowiada, że to przez paliwo, które w Polsce jest mocno zasiarczone i przez to blokuje przepływ płynów w silniku. Opowiada że w latach 80′ i 90′ jeździł do Niemiec i sprowadzał Mercedesy 124, z tą awarią, bo Niemcy nie umieli tego naprawiać, a on za grosze reperował i sprzedawał u nas na dobre pieniądze. Cała usługa kosztowała nas 350 zł więc wcale uczciwie.

To działo się jakoś na przełomie zimy i wiosny. A już w czerwcu udało nam się przejść przegląd. I to w pełni zgodnie z przepisami !!! Jedyna rzecz, którą trzeba było naprawić to wahacz z prawej strony. A, no i jeszcze nowa gaśnica za 50 zł, dzięki czemu mamy już w ROSie 3 gaśnice… trochę jak wóz strażacki 😉

Następnie w Pieńkach Mobilny został wysprzątany, umyty i pomalowany (w sensie kolory są takie same jak były, ale poprawione). I w sumie gotowy był na sezon letni, który rozpoczął się wyjazdem na Woodstock… ale o tym przeczytacie w kolejnym poście, który ukaże się tak szybko, jak 1PEM rozkmini, jak dodać na bloga filmy, które nagraliśmy podczas festiwalu 😉

ROS jako mobilna trybuna sportowa

Rzecz działa się w ostatni sierpniowy łikend. Słoneczko grzało, dość mocno nawet, w sensie że było jak w piekarniku. Ekipa spędzała czas leniuchując w miejscu zwanym Pieńkami. Poranek był wypełniony piwem i niezwykle inteligentnymi rozmowami polityczno-ekonomiczno-kacowymi. Jednym słowem pełen relaks.

Nic jednak nie trwa wiecznie. Ogarnięty sportowym szałem Pan Duże P, już dnia poprzedniego dostrzegł, że do pobliskiego Mszczonowa przyjedzie grać mecz „HKS Hutnik Warszawa Bielany”. Gdy więc w sobotni poranek zwlekł się z łózka, z marszu zaczął nakłaniać resztę Załogi do wyruszenia na mecz, który Hutnik miał grać z Mszczonowianką Mszczonów (jakże oryginalna nazwa 😛 ). Duch w Załodze był chętny, gorzej jednak z trzeźwością. I to przez trzeźwość właśnie, a raczej jej brak do grona kobiet prowadzących Mobilnego dołączyła Edzia.

Mimo, że Edzia dobrym kierowcą jest i nie raz woziła nasze tyłki po różnorakich miejscach i imprezach, do ROSa podeszła z należytym szacunkiem. Żeby lepiej to zobrazować cytacik „Ja mam tym jechać ? Chyba zgłupiałeś ? To za wielkie jest ! Ja czołgów nie prowadzę”, mówiła wsiadając za kierownicę 😉 Jednak po szybkim przeszkoleniu przeprowadzonym przez 2PEM, przysunięciu fotela kierowcy 😛 i instrukcji odpalania Mobilnego, Edzia dzielnie i pomału ruszyła w drogę do Mszczonowa.

Droga była długa i niebezpieczna. Całe 8 kilometrów, z czego większość po wiejskich drogach, pełnych niebezpieczeństw w postaci żab i ślimaków. Pozostała część po niezmiernie zatłoczonych ulicach sobotniego Mszczonowa… Nie mniej jednak, mimo wielu niebezpieczeństw, bez problemowo dotarliśmy na stadion w Mszczonowie, a konkretnie pod stadion.

Mimo że Hutnik i Mszczonowianka grają w IV Lidze okręgowej południowego Mazowsza dookoła stadionu kręciło się sporo policji, wejście na mecz było biletowane, a na stadion nie można było wnieść nie tylko piwa, ale i półtoralitrowej butelki z wodą. Załoga czuła się więc rozczarowana. Oglądanie meczu z za betonowego ogrodzenia było by słabe jak… coś bardzo słabego, a niemożliwość wypicia piwka na trybunach jeszcze gorsza.

Z pomocą przyszedł jednak ROS 🙂 Edzia podjechała nim w strategiczne miejsce, z którego roztaczał się dobry widok na cały stadion, a dodatkowo był osłonięty przez znajdujące się przy boisku garaże. Ekipa szybciutko wyciągnęła krzesełka i czerwoną kanapę i rozlokowała je na dachu Mobilnego. Po chwili można było już oglądać mecz z vipowskiej trybuny zorganizowanej na ROSie 😀

Tak wyglądał ROS między garażami przy stadionie:
20150829_14011520150829_131838 A tak wyglądała Ekipa Mobilnego wraz z Edzią (blondi dziewczę w wielkich ciemnych okularach, jak by ktoś miał wątpliwości 😛 )
ps. to chyba jedyne na całym blogu zdjęcia, na których można zobaczyć 1PEM i 2PEM razem 😀

20150829_131835 20150829_132414A tak wygląda sam stadion w Mszczonowie i ROS z oddali:

20150829_135937 20150829_135907 20150829_135606Sam widok z ROSa na stadion wyglądał tak:
20150829_132010a to już ostatnie zdjęcie w postaci panoramy z dachu ROSa wykonanej przez 1PEM:

20150829_131927

No i jeszcze kilka linków do zdjęć i filmów, na których mniej lub bardziej widać Ekipę Mobilnego na meczu. Cóż, jak się bywa w świecie, to bywa się fotografowanym…

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.965105596865470.1073741851.236489219727115&type=1

Na koniec dodać należy, że zarówno lokalni działacze (pozdrowieniowa dla Pana z wielkim stoczniowym wąsem, który przyszedł pogratulować nam pomysłu na trybunę), jak i piłkarze, a nawet policja docenili nasz wysiłek włożony w chęć obejrzenia meczu. Policja co prawda nie przyszła z nami pogadać, ale to właśnie było najlepsze, bo pozwoliło nam w spokoju cieszyć się meczem i piwkiem 😉

Droga powrotna była nieco dłuższa, ale nie z powodu kierowcy (nie wiem jaka jest damska wersja słowa kierowca, więc mam nadzieję że Edzia, która prowadziła ROSa i w drodze powrotnej się nie obrazi), a z okazji przystanku w sklepie z owadem w logo.

Tak czy inaczej udowodnione zostało, że ROS może z powodzeniem służyć jako trybuna meczowa oraz, że Edzia dobrym kierowcą jest 🙂

Czekając na brata szwagra Pana P…

Mobilny ROS kuruje swoją blachę w zaciszu warsztatu brata szwagra Pana P, a tymczasem Ekipa zastanawia się co począć dalej. Koniec końców ROS został kupiony w celu przerobienia go na kampera. Co prawda dzięki Czerwonej Kanapie spało w nim  dość wygodnie wiele osób płci obojga, to jednak z kamperem wiele wspólnego nie miał. Dodatkowo zwiększająca się w miarę upływu czasu ilość gratów, które w przeróżnych skrzynkach, torbach i innych walających się po pace pojemnikach, były wożone zawsze i wszędzie, nie dodawała Mobilemu uroku.

Powstał więc plan stworzenia skrzyni z drewna, która zajmowała by całą pakę. Od tylnego rzędu siedzeń po tylne drzwi. Jej wysokość była by równa wysokości tylnych nadkoli, dzięki czemu na całej szerokości ROSa powstała by płaska przestrzeń do spania, pod którą było by mnóstwo miejsca na wspomniane wcześniej graty. Oczywiście cała operacja wymagała by między innymi zmiany miejsca położenia akumulatora, podnośnika oraz koła zapasowego, nie mówiąc już o mocowaniach do ścian i podłogi.

Plan pomału kiełkował w głowach Ekipy. Mijały miesiące, spadły liście z drzew i spadł śnieg, rok zmienił się na kolejny, śnieg stopniał, a na drzewach pojawiły się pączki i wraz z nimi nastąpił przełom w planowaniu. 1PEM żeglując po krawędziach internetów, dotarł bowiem do planów wykonania skrzyni, niezwykle zbliżonej do tej, która kiełkowała w głowie Ekipy.

Poniżej zdjęcia odnalezionego przez 1PEM projektu wraz z komentarzami Ekipy (to te w bardziej zrozumiałym języku). Przyjrzyjcie się im bardzo uważnie, bo jest wielce prawdopodobne, że ROS niedługo otrzyma taką właśnie skrzynie 😀

Napiszcie koniecznie co sądzicie o takim sposobie zagospodarowania przestrzeni w ROSie !!!

1W ROSie skrzynia będzie wyższa, bo nadkola są w nim wyższe, niż na pace tego pick-up’a.

2

Skrzynia w ROSie raczej nie będzie wyjmowana lecz zamocowana na stałe… raczej 😉

3Jak głosi napis w języku Szekspira, szuflada przesuwa się po „dżinksach” służących do montowania kółek w deskorolkach 😀

4   Pomiędzy „dżinksy” wsuwamy metalowy kątownik przykręcony do szuflady i wszystko ma działać…

5

Wszystko, jak widać wykonane z eleganckiej sklejeczki.

6Zastanawia nas, czy nie przydały by się jakieś rozkładane nóżki, żeby się ta szuflada nie urwała przy pełnym rozsunięciu…

7Takie schowki będą po obu stronach szuflady, tak aby przestrzeń przy nadkolach również została zagospodarowana.

8Drugi akumulator już nawet zakupiliśmy, trzeba je teraz tylko połączyć i spakować do wspólnej szufladki.

10 Zamknięcia i blokadki to rzecz oczywista…

11Przydają się zwłaszcza na dużych imprezach typu Woodstock.

12 Ale są też ważne, aby mieć pewność, że szuflada nie otworzy się nagle podczas jazdy, nie wywali tylnych drzwi i nie spadnie na jadące za ROSem auto… 😉

13Malowanko nie tylko daje ładny kolorek ale i zabezpiecza przed wilgocią…

14

A malować zawsze łatwiej przed zmontowaniem wszystkiego w całość 🙂

15 Wykończenia…

16 ROS ma większe bateryjki 😛

17Bajerki prądowe. Jeśli 1PEM je ogarnie to w ROSie też zamontujemy, bo mogą być przydatne podczas noclegów w plenerze. 2PEM się na prądzie nie zna więc w tym temacie nie pomoże za bardzo 😛

19 System audio będzie zupełnie inny, bo musi mieć możliwość grania i wewnątrz i na zewnątrz ROSa.

20 Straszny bałagan mają w środku tego pick-up’a. Nie to co w ROSie 😉

21Materacyk będzie oczywiście nowy, Czerwona Kanapa przejdzie na emeryturę, lub znajdzie swoje miejsce na dachu. Ale dach to już zupełnie inna historia…

20 urodziny ROSa – informacje pogodowe

Dzięki przychylności Bogów, którzy opiekują się starymi BUSami i według co lepszych serwisów pogodowych w dniu (i nocy) urodzin ROSa pogoda będzie wręcz idealna !!!

sloeczko
Za dnia słoneczko i temperatura dochodzić będzie do 20 stopni w słońcu i 15 w cieniu !!

ksiezyc
Nocą natomiast odczuwalna temperatura oscylować będzie w granicach 10 stopni Celsjusza. Dla zmarzluchów będa miejsca przy samym ognisku 😉

Weźcie więc ze sobą coś ciepłego do ubrania i może jakiś kocyk do siedzenia (bo mimo że Mobilny jest wyposażony w liczne elementy turystyczne w postaci krzesełek kanap, kocyków, plandek, itd. to nie możemy obiecać że dla wszystkich ich starczy.

Informujemy również, że dzień imprezy zmieni się na noc imprezy dokładnie o godzinie 19.17. Jeśli więc chcecie zobaczyć jak słońce znika za Warszawskimi wieżowcami to bądźcie najpóźniej o 19.00 !!!

Trzecia ROSowa wyprawa na Woodstock

Tak jak obiecaliśmy dodajemy kolejne wpisy aby przywrócić ROSowego bloga do życia. Tym razem relacja z trzeciej już ROSowej wyprawy na Przystanek Woodstock.

DSC_0012Tym razem na Woodstock jechaliśmy na 2 samochody. ROS z 2PEM, Pilitem, Pedo i AnnąB (autostopowiczka z BlaBlaCar) wyruszył z Warszawy we wtorkowy ranek. Do Konina jechaliśmy autostradą, po drodze łapiąc Borka, który był ostatnim członkiem Załogi. W Koninie zjechaliśmy z autostrady i jechaliśmy starą trasą na Poznań i dalej w kierunku Niemieckiej granicy. Podróż upływała pod znakiem imprezy, z piwkiem, muzyczką i coraz niżej latającymi żartami 😉
Po zakupach w Kostrzyniu napotkaliśmy pierwszą przeszkodę w postaci patrolu Żandarmerii drogowej, która odmówiła ROSowi wjazdu na Woodstock. 2PEM i Pedo ruszyli piechotą aby zdobyć przepustkę. Gdy jednak doszli na teren festiwalu okazało się że Pilitowi udało się przekupić wojaków obietnicą dużej flaszki i wjechać na teren festiwalu. Zaznaczyć trzeba że flaszkę wypić z żołnierzami chciał ale niebyło mu to dano, albowiem „zgubił poczucie czasu” 😀

Po znalezieniu wystarczająco dużego miejsca i rozpoczęliśmy proces rozbijania ROSowiska. Na nasz obóz składało się sześc namiotów, narożnik, tylna kanapa ROSa, zestaw składanych krzesełek, gril, polowa kuchenka gazowa, liczne skrzynki, paczki, torby i oczywiście sam Mobilny. Część główna była zadaszona za pomocą systemu plandek przymocnowanych z jednej strony do ROSa a z drugiej do specjalnie przygotowanych rurek PCV.

Sam proces rozbijania był długi i dość skomplikowany. Załoga walczyła dzielnie lecz prace nie posuwały się zbyt szybko. I wtedy pomoc nadeszła z niebios… w rozbijaniu ROSowiaska pomogli nam wszechobecni Jezusowcy. Trzech gości i komenderująca nimi dziewczyna byli niezwykle przydatni przy trzymaniu sznurków, naciąganiu plandek, wbijaniu śledzi i innych prostych czynnościach 😉

aaaChwilę po rozbiciu obozowiska dojechała druga część naszej Woodstockowej wyprawy w osobach 1PEM, Patryka i Kądzia. Przyjechali oczywiście na gotowe tłumacząc się przejazdem samochodem pod samą sceną… leniuchy.

ROSowisko dzielnie chroniło nas przed deszczem, wiatrem i przede wszystkim upałem. Co prawda po kilku dniach nie wyglądało już tak idealnie jak na początku lecz nadal spełniało swoje funkcje.

W tym roku nie dotarła do nas niestety zaprzyjaźniona ekipa motocyklowa z Trójmiasta ale za to poznaliśmy dwie dziewczyny które na Woodstock przyjechały aż ze Szwajcarii !!! Użyczyliśmy im miejsca pod namiot na ROSowisku i wspólnie ruszyliśmy na koncerty.

Przebieg festiwalu lepiej ukazują zdjęcia niż opowieści, więc wrzucamy fotki, które robili Patryk i Pilit.

 

 

dsc_0006-e1409410025594dsc_0003dsc_0014DSC_0020 DSC_0019 DSC_0018 DSC_0032 DSC_0031 DSC_0030 DSC_0028 DSC_0022 DSC_0023 DSC_0024 DSC_0026 DSC_0017 DSC_0016 DSC_0011 DSC_0015 DSC_0009 DSC_0008 DSC_0007 DSC_0005 DSC_0001

DSC_0002

DSC_0004W niedzielę rano w godzinkę zwinęliśmy ROSowisko, posprzątaliśmy okolice (cztery 120 litrowe worki puszek i butelek 😉 )i ruszyliśmy w trasę. ROSem wracali 2PEM, Pilit, Borek, Kądziu i AnnaB. Podróż rozpoczęliśmy od śniadania w zaprzyjaźnionej knajpie, wyposażonej w to czego na festiwalu brakowało najbardziej czyli piękny ceramiczny klozet 😀

Znów do Konina jechaliśmy drogami lokalnymi a potem zjechaliśmy na autostradę. Powrót do Warszawy z licznymi przystankami trwał 10 godzin. ROS spalił dwa pełne baki ropy co daje troszkę ponad 10 litrów na 100 kilometrów. Trochę sporo ale duży wóz musi dużo palić 😉

Podsumowanie całości ? Jedno zdanie. Kto nie był niech żałuje !!!

Chodlik 2013

25 maja ROS prowadzony przez 2PEM, z pełną załogą na pokładzie (stażystki 2PEM, fotograf i hałaśliwy Rogownik) ruszył w kierunku Chodlika (gm. Karczmiska) gdzie jak co roku odbywać się miała Majówka Archeologiczna.

Wraz z ROSem do Chodlika jechał dzielny Wardburg ZSS IA UW, razem stanowili na drodze niesamowita parę, sunąc prędkością przelotową 80-90 km/h.

Mimo że do Chodlika daleko nie jest, to przez pęcherz wielkości orzeszka ziemnego jednej ze stażystek 2PEM podróż trwała bardzo długo i okraszona była licznymi postojami… Mimo to udało się dojechać, rozpalić ognisko i zintegrować ekipy z obu pojazdów.

chodlik3

Przez 3 kolejne dni ROS wtapiał się w stanowisko, które obsługiwał 2PEM wraz ze stażystkami i studentami obu Warszawskich uniwersytetów. Tylko dzięki temu, że zastosowań ROSa jest tyle, co gwiazd na niebie cała ekipa nie była przemoczona do suchej nitki (bo padało cięgle, długo, mocno i było szaro, zimno i padało, padało, padało…).

chodlik2

Plandeka przeciągnięta od stanowiska do ROSa, dawała ochronę przed deszczem i wiatrem, ale i tak część dziewcząt chroniła się w ciepłych i miękkich wnętrzach Mobilnego grzejąc się zewnętrznie poprzez wzajemne pocieranie i wewnętrznie dzięki wodzie cytrynowej 😉

chodlik1

Gdy przyszło wracać do domu ROS został zapakowany pod sam dach. Przewoził między innymi:
– pionowy warsztat tkacki,
– średniowieczne tokarki i świdry,
– komplet średniowiecznych i antycznych gier planszowych,
– komplet wyposażenia do haftowania,
– masę sprzętu który określić można jako archeologiczny,
– repliki 7 naczyń neolitycznych,
– komplet plansz wystawowych wraz z systemem wystawienniczym,
– a do tego masę gratów prywatnych uczestników majówki.

Podczas powrotu z pełna załogą i ciężką paką rozwinięcie prędkości przelotowej (90 km/h) było dość trudne. 2PEM zdecydował się więc na posunięcie radykalne i zwalniał jedynie minimalnie przed wjazdem do licznych wiosek znajdującej się na trasie do Wawy. Tuż przed wjazdem do jednej z nich z za zakrętu wyskoczył pasat i radośnie zamrugał do ROSa. 2PEM szybko zredukował prędkość do bardziej przepisowej. Gdy Mobilny wynurzył się z za zakrętu, jego oczom ukazały się dwa misie z suszarką. Jeden z nich miał już swoją ofiarę i radośnie rysował coś w kajecie. Drugi jednak słysząc ryk silnika ROSa podbiegł do krawędzi drogi i wystawił suszarkę. Widok jego twarzy gdy ujrzał toczącego się Mobilnego i radośnie podskakującego za nim Wardcza Archeologicznego ZSSu był zaprawdę bezcenny. Miś nawet nie strzelił ze swojej suszarki, lecz zwiesił smętnie głowę i odszedł znęcać się nad ofiarą swojego kolegi.

Reszta podróży do domu przebiegła by spokojnie, gdyby nie Warszawski trip Praski, który zafundowała ROSowi druga ze stażystek 2PEM. Wąskimi Praskimi uliczkami Mobilny przeciskał się dobre 20 minut, by skończyć na malusieńkim parkingu gdzieś w samym sercu Pragi. Na szczęście krawężniki nie są dla Mobilnego przeszkodą i poradził sobie z wyjazdem i dalszą częścią powrotu.