Szalony Japończyk czy genialny Japończyk ?

W latach 70’tych działy się na świecie dziwne rzeczy. Hipisi latali po koncertach, politycy bawili się w zimną wojnę, u nasz szalał PRL, a Japończycy… cóż Japończycy, jak to Japończycy kombinowali. Kombinowali, kombinowali i wykombinowali TOYOTE RV-2.

Jest to jeden z najdziwniejszych samochodów kampero podobnych jakie kiedykolwiek powstały. Niczego jednak nie krytykując, ocenę czy to szaleństwo czy geniusz pozostawiamy Wam…

qI jeszcze jedno pytanie: czemu koncepcyjny japoński samochód reklamują szwedzcy hipisi naturyści ??

qw

Kamper w przyczepie :D

Dziś wpis na wesoło 🙂

Macie osobówkę ale marzą Wam się wyprawy w plener, biwaki nad rzeką, zwiedzanie świata ? Nie chcecie jednak kupować kampera, bo duży, bo za rzadko się nie gdzieś jedzie, bo nie chcecie mieć 2 samochodów ? Oto rozwiązanie:

aaaA tu więcej informacji i filmik pokazowy tego małego cudu na kółkach:

http://worldinsidepictures.com/on-the-first-view-it-looks-like-a-small-normal-camper-when-she-pulls-out-brilliant/

Czekając na brata szwagra Pana P…

Mobilny ROS kuruje swoją blachę w zaciszu warsztatu brata szwagra Pana P, a tymczasem Ekipa zastanawia się co począć dalej. Koniec końców ROS został kupiony w celu przerobienia go na kampera. Co prawda dzięki Czerwonej Kanapie spało w nim  dość wygodnie wiele osób płci obojga, to jednak z kamperem wiele wspólnego nie miał. Dodatkowo zwiększająca się w miarę upływu czasu ilość gratów, które w przeróżnych skrzynkach, torbach i innych walających się po pace pojemnikach, były wożone zawsze i wszędzie, nie dodawała Mobilemu uroku.

Powstał więc plan stworzenia skrzyni z drewna, która zajmowała by całą pakę. Od tylnego rzędu siedzeń po tylne drzwi. Jej wysokość była by równa wysokości tylnych nadkoli, dzięki czemu na całej szerokości ROSa powstała by płaska przestrzeń do spania, pod którą było by mnóstwo miejsca na wspomniane wcześniej graty. Oczywiście cała operacja wymagała by między innymi zmiany miejsca położenia akumulatora, podnośnika oraz koła zapasowego, nie mówiąc już o mocowaniach do ścian i podłogi.

Plan pomału kiełkował w głowach Ekipy. Mijały miesiące, spadły liście z drzew i spadł śnieg, rok zmienił się na kolejny, śnieg stopniał, a na drzewach pojawiły się pączki i wraz z nimi nastąpił przełom w planowaniu. 1PEM żeglując po krawędziach internetów, dotarł bowiem do planów wykonania skrzyni, niezwykle zbliżonej do tej, która kiełkowała w głowie Ekipy.

Poniżej zdjęcia odnalezionego przez 1PEM projektu wraz z komentarzami Ekipy (to te w bardziej zrozumiałym języku). Przyjrzyjcie się im bardzo uważnie, bo jest wielce prawdopodobne, że ROS niedługo otrzyma taką właśnie skrzynie 😀

Napiszcie koniecznie co sądzicie o takim sposobie zagospodarowania przestrzeni w ROSie !!!

1W ROSie skrzynia będzie wyższa, bo nadkola są w nim wyższe, niż na pace tego pick-up’a.

2

Skrzynia w ROSie raczej nie będzie wyjmowana lecz zamocowana na stałe… raczej 😉

3Jak głosi napis w języku Szekspira, szuflada przesuwa się po „dżinksach” służących do montowania kółek w deskorolkach 😀

4   Pomiędzy „dżinksy” wsuwamy metalowy kątownik przykręcony do szuflady i wszystko ma działać…

5

Wszystko, jak widać wykonane z eleganckiej sklejeczki.

6Zastanawia nas, czy nie przydały by się jakieś rozkładane nóżki, żeby się ta szuflada nie urwała przy pełnym rozsunięciu…

7Takie schowki będą po obu stronach szuflady, tak aby przestrzeń przy nadkolach również została zagospodarowana.

8Drugi akumulator już nawet zakupiliśmy, trzeba je teraz tylko połączyć i spakować do wspólnej szufladki.

10 Zamknięcia i blokadki to rzecz oczywista…

11Przydają się zwłaszcza na dużych imprezach typu Woodstock.

12 Ale są też ważne, aby mieć pewność, że szuflada nie otworzy się nagle podczas jazdy, nie wywali tylnych drzwi i nie spadnie na jadące za ROSem auto… 😉

13Malowanko nie tylko daje ładny kolorek ale i zabezpiecza przed wilgocią…

14

A malować zawsze łatwiej przed zmontowaniem wszystkiego w całość 🙂

15 Wykończenia…

16 ROS ma większe bateryjki 😛

17Bajerki prądowe. Jeśli 1PEM je ogarnie to w ROSie też zamontujemy, bo mogą być przydatne podczas noclegów w plenerze. 2PEM się na prądzie nie zna więc w tym temacie nie pomoże za bardzo 😛

19 System audio będzie zupełnie inny, bo musi mieć możliwość grania i wewnątrz i na zewnątrz ROSa.

20 Straszny bałagan mają w środku tego pick-up’a. Nie to co w ROSie 😉

21Materacyk będzie oczywiście nowy, Czerwona Kanapa przejdzie na emeryturę, lub znajdzie swoje miejsce na dachu. Ale dach to już zupełnie inna historia…

Platforma bagażowo – sypialna

Jako się rzekło w poprzednich postach, w ROSie prowadzone są intensywne prace nad nowymi elementami wyposażenia. Po klimatyzacji (wiatraczek), kolejne kroki to bagażnik (w samochodach dostawczych profesjonalnie nazywa się to „platforma bagażowa” w ROSie natomiast ma pełnić również funkcję sypialną – dlatego „platforma bagażowo – sypialna” 😉 ), konsola „Centrum Dowodzenia ROSem”, dodatkowe głośniki, dodatkowe okablowanie…

Pełna optymizmu Ekipa Mobilnego, wspomagana przez pana P, z optymizmem rzuciła się w wir pracy, starając się jednocześnie i w krótkim czasie zrealizować wszystkie zamierzone zadania. Okazało się jednak, że w naszym uniwersum niezawodnie działają nie tylko prawa fizyki, ale też prawa Murphy’ego. Jest udowodnione, że:

– „jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie źle”;

– „nie uda się nawet wtedy, gdy właściwie nie powinno się nie udać”;

– „jeśli wiesz, że coś może pójść źle i podejmiesz stosowne środki zapobiegawcze, to źle pójdzie coś innego”;

– „jeżeli myślisz, że idzie dobrze – na pewno nie wiesz wszystkiego”.

W związku z tym po pewnym czasie, kiedy stało się jasne, że działania Ekipy są bardziej efektowne niż efektywne, i kiedy z nadmiaru narzędzi, materiałów i akcesoriów ROS samoczynnie przeistoczył się w model specjalny ROS:pnk (Rzęch Osobowo – Sypialny: pierdzielnik na kółkach), nadszedł czas na zmianę taktyki.

Ze względu na dostępność zacisznego ogródka, gdzie można było w spokoju działać, prace prowadzone były na warszawskim Okęciu. Gdy Ekipę Mobilnego i pana P zastała tam ciemna noc, konsola była w postaci rozsypanych wokół elementów i okazało się, że do połowy uchwytów platformy dachowej brakuje części elementów mocujących (patrz prawa Murphy’ego). Podjęta została dramatyczna decyzja o powrocie na Bielany. Na szczęście po drodze tylko jeden element mocujący wybrał wolność i odpadł, reszta, wraz z całym bagażnikiem, dojechała bezpiecznie na miejsce.

Po tych doświadczeniach Ekipa Mobilnego stwierdziła, że na pierwszy ogień pójdzie platforma dachowa, pozostałe prace zostaną odłożone na najbliższą przyszłość. 2  dni później 2PEM wraz z 1PEM z determinacją przystąpili do dalszego mocowania bagażnika, który w efekcie, tym razem bez większych przeszkód, został solidnie przytwierdzony . Efekt prac można podziwiać na zdjęciu poniżej:

Platforma bagażowo - sypialna

Platforma bagażowo – sypialna

Jak to zwykle bywa, nie obeszło się bez przygód. Los chciał, że w ROSie akurat znajdował się rower siostry 2PEM, którym to wcześniej tego samego dnia odbierał Mobilnego  od mechanika (a tak, jednym z efektów działania praw Murphy’ego było to, że dzień wcześniej sworzeń lewego przedniego wahacza stwierdził, że czas na przejść emeryturę i żeby to zasygnalizować, zaczął przeraźliwie skrzypieć). Kiedy 2PEM i 1PEM w pocie czoła dokręcali ostatnie śrubki, z piskiem opon podjechały dwa radiowozy. Wysiedli z nich panowie w niebieskich mundurach i zaczęli z zadawać pytania:

– „Czy panowie macie jakiś rower na pace?!” (ciekawe skąd wiedzieli… drzwi boczne ROSa były otwarte, ktoś z przechodniów musiał uprzejmie donieść…)

– „…no mamy…”

– „Jaki macie model roweru?!”

Tu 2PEM zdębiał.

1PEM zbaraniał.

Bo jak tu określić model roweru? Dwukołowy? Czy może „kross 216xc WRT 2003”? I skąd wziąć takie informacje? Koniec końców okazało się, że panom policjantom chodziło o to, czy model jest… czerwony :D, bo właśnie taki został skradziony wcześniej w okolicy.

Ogólnie pochwalamy sprawność i zaangażowanie naszej policji. Zdajemy sobie sprawę z tego, że Ekipa Mobilnego wygląda profesjonalnie i groźnie. Całkowicie popieramy założenie, że razie próby ucieczki, czy to ROSem, czy rowerem, czy też pieszo (przy czym 1PEM, po operacji kolana aktualnie porusza się o kulach) dwa radiowozy to absolutne minimum czym musi dysponować drużyna pościgowa 😀

Swoją drogą, czy wizja ucieczki ROSem po ulicach Warszawy nie jest kusząca…?

ROSowa majówka ‚2012 c.d.

Po powrocie z Dobiegniewa, przez kolejne 7 dni długiego majowego weekendu, mobilny ROS również nie próżnował. Najpierw odbył krótką, rekreacyjną podróż do Pieńków Osuchowskich. Tam,  z uwagi na oczekujące go w przyszłości poważne i odpowiedzialne zadania, wymagające między innymi odpowiedniej prezencji, jego wnętrze zostało uporządkowane i zamiecione. Okazało się też, że wyjęta przy okazji próby prac naprawczych, związanych ze średnio jak na razie działającymi bocznymi drzwiami, tylna kanapa, w połączeniu z CKKMIKBKPATJKRINPNNPSK (Czerwoną Kanapą Która Może I Kiedyś Była Kanapą Pieszczocha, Ale Teraz Jest Kanapą ROSa, I Niech Pieszczoch Nawet Nie Próbuje Się Kłócić), mogą w istotny sposób wesprzeć wydarzenia towarzyskie, zapewniając dużą ilość plenerowych miejsc siedzących lub leżących, w zależności od sytuacji. Tego dnia Mobilny otrzymał również oznakowanie na tylnych drzwiach, które jasno, dobitnie i w  błyszczący sposób świadczy o tym, że nie jest niczym innym, jak właśnie ROSem :).

znaczek "ROS"

Kolejnym jego celem podróży zostały Łężany, miejscowość oddalona od Warszawy o około 230 km, położona nad malowniczym jeziorem Legińskim. W czasie tej wyprawy mobilny ROS służył jako tak zwany „nurkobus”, czyli pojazd do przewożenia płetwonurków oraz ich ważącego niezliczone kilogramy sprzętu (w podobnej roli, aczkolwiek przy okazji innego sportu, wystąpił jesienią ‚2011 – patrz wpis „mobilny ROS w roli skałobusa„). Wyprawa odbyła się we współpracy z Akademickim Klubem Nurkowym UW, szczególnie intensywnie działającym w zakresie szkolenia archeologów. Uczestnicy wyjazdu mieli do dyspozycji komnaty pałacu von Fischerów-Lossainenów w Łężanach, pod którym również stacjonował ROS. Może zbyt śmiałym byłoby napisać że przyćmiewał go swoim blaskiem ;), ale na pewno dumnie się prezentował na jego tle. Służył również dzielnie jako miejsce schronienia rozgrzanych majowym słońcem lub wychłodzonych nocnymi wejściami do wody nurków, a także zapewniał miejsce do rozwieszenia i suszenia mokrych skafandrów.

ROS na tle pałacu:

ROS przy pałacu i nad jeziorem, błyszczący w słońcu (na drugim zdjęciu z młodszym kolegą):

mobilny ROS nad jeziorem (1)mobilny ROS nad jeziorem (2)

Wprost z mazurskich nurkowań, ROS  pomknął niczym wiatr w stronę Warszawy, gdzie miała odbyć się uroczystość na cześć zaprzyjaźnionej dwójki ludzi, którzy podjęli decyzję, że chcą wspólnie iść przez życie (a czasem też podjechać mobilnym ROSem). Odpowiednio przystrojony pojawił się w kościele w warszawskich Włochach. W tradycyjnym orszaku samochodów, przemieszczającym się za Młodą Parą z kościoła do miejsca ucztowania i tańców, już na wstępie zajął pierwsze miejsce, dzięki czemu i tak już radosne uśmiechy zebranych gości stały się jeszcze szersze.

Przystrojony ROS:Przystrojony ROS

na czele orszaku weselnego:ROS w orszaku weselnym

 

W trakcie długiego, 10-cio dniowego weekendu majowego ‚2012 ROS bezawaryjnie przemierzył około 1000 km, dzielnie wożąc swoich towarzyszy podróży. Przez trzy noce służył też jako miejsce do spania. Widać wyraźnie że, w wyniku prac Ekipy Mobilnego i przyjaciół, a także licznym interwencjom profesjonalnych mechaników, w ciągu ostatnich miesięcy przeistoczył się ze zwykłego, rozklekotanego rzęcha, w pierwsze stadium mobilnego Rzęcha Osobowo – Sypialnego, funkcjonalnego i godnego zaufania na długich trasach.

Ponieważ Ekipa Mobilnego nieustannie dąży do ideału, w niedalekiej przyszłości podejmowane będą dalsze kroki mające na celu zwiększanie użyteczności oraz poprawę estetyki wewnętrznej i zewnętrznej ROSa. Niestety, w związku z wykazaniem jego przydatności również do celów bardziej ekstremalnych niż zwykła turystyka, wymagających  transportu ciężkiego, czasem też mokrego lub co nieco brudnego sprzętu, pod znakiem zapytania stanęła realizacja opracowanych już w najdrobniejszych szczegółach planów zmiany tylnej przestrzeni w luksusową sypialnię. Wygląda na to, że niestrudzona Ekipa Mobilnego będzie musiała stworzyć kolejny olśniewający projekt :), uwzględniający szerszy zakres zastosowań.

Cały czas rodzą się też plany następnych wypraw, o których oczywiście będzie informował niniejszy blog.

mobilnyROS słońcem zasilany…?

Długie, zimowe (i cholernie zimne) wieczory ograniczają ilość dostępnych rozrywek plenerowych i skłaniają do oddawania się przemyśleniom w domowych pieleszach. Szczególnie dobitnie widać to po ostatnich postach, które oscylują wokół  tematów ciekawych, ale mocno oderwanych od rzeczywistości 😀 I właśnie jeden z nich (ten o domu na kółkach) spowodował, że myśli Ekipy Mobilnego skierowały się w stronę niepokojącego problemu: jak dostarczyć ROSowi energii, niezbędnej do zasilenia wszystkich planowanych udogodnień i atrakcji (klimatyczne oświetlenie, mega-giga-sound-system, monitory, kamery cofania i inne tym podobne umilacze życia i podróży), bo oczywiście i bez dwóch zdań, wkrótce po nadejściu cieplejszych, wiosennych dni, takowe pojawią się w naszym busie (w tym miejscu należy przeprosić wszystkich, którzy po przeczytaniu tytułu sądzili, że energia słoneczna zastąpi ROSowi tradycyjne paliwo – niestety to jeszcze nie ten etap ;).ROS pod napięciem

„Po długim i dogłębnym procesie ten-tegowania w głowie” (cytat za: Julian, Król) powstał niniejszy post,  który przedstawia analizę możliwości wykorzystania dodatkowego akumulatora, oraz, opcjonalnie, promieniowania słonecznego, do zapewnienia energii dla prądożernego, ponadpodstawowego wyposażenia ROSa.

dodatkowy akumulatorWariant 1 „podstawowy”. Zaczynając od najprostszych rozwiązań: żeby mieć więcej prądu, można w ROSie zamontować dodatkowy akumulator. Idea w swoim założeniu niewątpliwie słuszna. Podłączenie równolegle kolejnego akumulatora spowodowałoby, że do dyspozycji mielibyśmy większą pojemność = więcej prądu. Oba akumulatory byłyby ładowane podczas jazdy. Niestety, również oba byłyby wykorzystywane do zasilania wszystkich odbiorników energii w ROSie w czasie postoju, co mogłoby doprowadzić do takiej sytuacji, że po upojnej nocy przy muzyce z ROSa i tańcach w blasku jego świateł, rankiem nie dałoby się uruchomić silnika.

Rozwiązaniem tego problemu jest urządzenie, które w ofercie znalezionego w Internecie producenta figuruje jako „izolator akumulatorów” i zapewnia takie funkcje:

  • w czasie jazdy ładuje najpierw akumulator podstawowy, a kiedy ten jest już pełny, rozpoczyna się ładowanie dodatkowego (co sygnalizuje kontrolka),
  • w czasie postoju prąd dla urządzeń podłączonych do drugiego akumulatora pobierany jest tylko z niego, podstawowy akumulator jest odłączony i w związku z tym bezpieczny (nie rozładuje się, chyba że włączone będą odbiorniki prądu podłączone do niego, np. światła drogowe).

Wadą opisanego urządzenia jest oczywiście jego koszt (tak to już jest przy niskobudżetowych projektach, koszt – jaki by nie był – zawsze jest wadą), który wynosi ~110 zł.

W tym momencie kończy się wariant 1 „podstawowy” (dodatkowy akumulator + izolator akumulatorów). Daje on większy zapas prądu do zużycia na postoju i zapewnia bezpieczeństwo podstawowemu akumulatorowi. Teraz wypadałoby dokonać kilku obliczeń.

Załóżmy, że drugi akumulator ROSa będzie miał taką samą pojemność (Q) jak pierwszy, czyli 100 Ah (amperogodzin). Chcemy sprawdzić, na ile to wystarczy. Przypuśćmy, że podłączony jest odbiornik prądu o mocy (P) 60 Wat (może to być np. tradycyjna żarówka „sześćdziesiątka”, albo średniej klasy laptop). Napięcie (U), które generuje akumulator ROSa to około 12 Volt. Potrzebujemy poznać wartość natężenia prądu (I).  Przez urządzenia podłączone do akumulatora płynie prąd stały, więc do obliczeń zastosujemy znany z fizyki wzór na moc: P = U * I, czyli po przekształceniu:

I = P/U = 60W / 12V = 5 A

Aby obliczyć maksymalny czas działania urządzenia liczymy dalej: t = Q / I = 100 Ah / 5A = 20 h.

Wychodzi na to, że jedno urządzenie o mocy 60 W podłączone do dodatkowego akumulatora ROSa mogłoby działać przez 20 godzin, po czym trzeba by było odbyć dłuuugą przejażdżkę, żeby go ponownie naładować. A teraz zauważmy, że obliczenia były wykonane dla wartości nominalnych, z pominięciem strat i w rzeczywistości ten czas będzie trochę krótszy.  Wyobraźmy sobie też, że włączamy równocześnie dwa urządzenia takiej mocy, albo jedno o większej. I że nie chcemy wyssać calutkiego prądu, bo to bardzo szkodzi akumulatorom, ewentualnie że akumulator nie jest pierwszej świeżości i jego pojemność jest zmniejszona. I jeszcze, że chcemy spędzić kilka dni na łonie natury bez włączania silnika, żeby nie zatruwać spalinami miejscowych zwierzaków i robaków. Staje się jasne, że wariant pierwszy co nieco nas ogranicza.

ROS zasilany słońcemDlatego też rozważony został wariant 2 „luxwypas„. Zakłada on wsparcie układu przewidzianego w wariancie 1 baterią słoneczną! W tym miejscu należy przytoczyć znalezione dane, które mówią że: w Polskim klimacie, w okresie od marca do października, odpowiednio ustawione baterie słoneczne dają następujące rezultaty:

  • bateria o mocy nominalnej 120 W – 30 Ah dziennie (dodatkowe 6 godzin pracy urządzenia  o mocy 60 Wat)
  • bateria o mocy nominalnej 50 W – 12,5 Ah dziennie (dodatkowe 2,5 godziny pracy urządzenia o mocy 60 Wat)

Zyski takiego rozwiązania są więc widoczne gołym okiem. Ale co z kosztami?? Zobaczmy więc, co należy kupić:

  • panel słoneczny
  • regulator ładowania (zapewniający wszystkie niezbędne zabezpieczenia, np. przed przeładowaniem akumulatora, głębokim rozładowaniem akumulatora itp. )
  • kable…

Przy szacowaniu ceny z pomocą przychodzi popularny w Polsce portal aukcyjny. Można na nim znaleźć kompletne zestawy wyżej wymienionych elementów, z panelami słonecznymi o różnej mocy. Przykładowe ceny: zestaw o mocy 55 Wat – 600 zł. Zestaw 70 Wat – 750 zł. Koszty montażu panelu na dachu ROSa zostały w obliczeniach pominięte, ponieważ nieograniczona fantazja i kreatywność Ekipy Mobilnego i osób wspomagających powoduje, że choćby przybliżone ich oszacowanie jest niemożliwe. Mogą być zarówno nierozsądnie wysokie jak i niewiarygodnie małe. Ba, kto wie, jak się sprzeda butelki po napojach zużytych w trakcie pracy, to może nawet da się na tym zarobić 😉

Jak widać rozważane warianty różnią się znacznie, mają swoje wady i zalety. Można też je rozpatrywać pod kątem wielu aspektów: użytkowym, ekonomicznym, ekologicznym, wizerunkowym (czyt. „jak duży będzie szpan”) itp.

Który wariant zostanie wybrany? To  prawdopodobnie okaże się w czasie nadchodzącej wiosny.