Mechanik oszust, czyli 3 miesiące psu w dupę

Tym razem historia ku przestrodze. Historia smutna, stresująca i bez szczęśliwego zakończenia, bo i takie niestety się zdarzają…

20150227kpp1 Jak pisaliśmy ponad 3 miesiące temu ROS został oddany do naprawy blacharskiej do Brata Szwagra Pana P, który zwie się Marcin Kubiak (w dalszej części tekstu zwany partaczem). Całość napraw bez najmniejszych problemów, miała być wykonana w dwa tygodnie. ROSa przekazał mu Pan P, który akurat wizytował swojego Szwagra w okolicach Sochaczewa, gdzie działa partacz. Wszystko szło świetnie i Ekipa Mobilnego była uradowana, że wszystko uda zrobić się przed sezonem wiosenno letnim, dzięki czemu, w tym roku, ROS przejdzie przegląd bez najmniejszych problemów. Do zrobienia było: naprawa blacharska płyty podwozia oraz poprzecznic, do których podłoga jest zamocowana. Niedziałające wycieraczki oraz na deser wypełnienie ubytków po bokach ROSa.

Gdy minęły dwa tygodnie partacz stwierdził, że nie udało mu się jeszcze wszystkiego zrobić i potrzebuje więcej czasu. Ekipa rozumiejąc, że roboty jest sporo zgodziła się. Po kolejnych dwóch tygodniach partacz twierdził, że większość roboty jest już zrobiona, ale nadal potrzebuje trochę czasu na jej dokończenie. Ekipa umówiła się więc z nim na sztywno na odbiór ROSa po tygodniu. Niestety po raz kolejny partacz stwierdził, że coś jeszcze zostało do zrobienia i potrzebuje jeszcze dwóch dni. Sytuacja ta powtarzała się jednak wielokrotnie. Partacz umawiał się z ekipą na odbiór, po czym w wyznaczonym terminie dzwonił, ściemniał solidnie (np. opowiadał że prace są na bardzo zaawansowanym etapie, a nadwozie jest zdjęte z ramy, aby był łatwiejszy do wszystkiego dostęp… co oczywiście nigdy nie miało miejsca) i odkładał go o kolejne pół tygodnia. Wiedząc, że Ekipa musi dojechać do Sochaczewa z Warszawy był na tyle bezczelny, że informacje, iż nie skończył jeszcze roboty przekazywał o 16.00, kiedy to po pracy Ekipa zbierała się do drogi. Tracąc cierpliwość Ekipa po raz kolejny zgodziła się poczekać, lecz tym razem zaznaczyła, że tak czy inaczej pojedzie odebrać ROSa. Zakładaliśmy, że nawet jeśli Mobilny po raz kolejny nie będzie gotowy, to przynajmniej zobaczymy jakie są postępy.

Ruszyliśmy więc w trasę do Sochaczewa. Po drodze zadzwoniliśmy do partacza, który stwierdził że zapomniał, iż był z nami umówiony i jest na jakiejś robocie, z której jednak niedługo wróci i na 100% się z nami spotka. Ekipa poprosiła więc o adres pod, który ma się udać aby na niego poczekać. Partacz adresu nie podał, co więcej po prawie 3 godzinach czekania na niego stwierdził, że jest ponad 100 kilometrów od Sochaczewa i dziś już na 100% nie uda nam się z nim spotkać. Odmówił również podania adresu, pod którym znajduje się ROS, twierdząc, że nikogo tam nie ma i że i tak nic nie wskóramy jadąc tam. Stwierdził jednak, że samochód jest gotowy do odbioru i zostało jedynie założenie boczków. Ekipa ustaliła kolejny „sztywny termin” odbioru ROSa i wróciła do Warszawy. To zdarzenie przebrało jednak miarkę i Ekipa zaczęła codziennie wydzwaniać do partacza, żądając umówienia się na odbiór ROSa, lub przynajmniej sprawdzenia w jakim jest stanie.

Po głowie chodziły nam wizje Moblinego rozebranego na części pierwsze, lub wykorzystywanego do niecnych celów przez partacza. Co raz mocniej cisnęliśmy go więc telefonami, pomagali nam w tym również Pan P oraz jego Szwagier. Poskutkowało to ustaleniem kolejnego termin odbioru. Tym razem partacz twierdził, że przyprowadzi nam samochód do Warszawy abyśmy nie musieli po niego jeździć. Jak miło z jego strony… W dniu odbioru o 15.00 Ekipa dzwoniła do partacza, który potwierdził, że dziś jeszcze przywiezie samochód, tak jak to było umówione. Po 15.00 jednak nie odbierał już telefonów i oczywiście nie przyprowadził ROSa.

Wściekłość Ekipy rosła z dnia na dzień. Nieobecność ROSa była coraz bardziej uciążliwa, a w głowach rodziły się coraz czarniejsze scenariusze. W końcu udało się ustalić kolejny termin odbioru. Było to mniej więcej 10 tygodni po oddaniu samochodu partaczowi !! Zważywszy, że nie chciał on podać adresu warsztatu gdzie stoi ROS umówiliśmy się u Szwagra Brata P. Oczywiście w dniu odbioru partacz nie odbierał telefonów od Ekipy (to nieodbieranie telefonów, to jego standardowa sztuczka aby uniknąć tematu oddania samochodu, stosował ją nie jeden raz) poinformował jednak Pana P o tym, że jest „na robocie za Wisłą” i że nie da rady dziś oddać nam samochodu. Tak więc kolejna „wycieczka” po ROS nie przyniosła rezultatu.

Zastanawiacie się jak udało się nam odzyskać samochód ? Ano zagroziliśmy partaczowi, że jeśli natychmiast nam go nie odda przekażemy sprawę policji. Jest bowiem paragraf na takich, co nie chcą Wam oddać Waszego mienia. To poskutkowało i tydzień później pojechaliśmy po raz kolejny po odbiór ROSa. Oczywiście partacz nie powiedział gdzie jest warsztat i po raz kolejny umówiliśmy się u Szwagra Pana P. Tym razem jednak partacz przyjechał. Okazało się jednak, że z całej roboty zrobił jedynie to na czym najmniej nam zależało, czyli reperaturki boków Mobilnego. Dodatkowo stwierdził, że to nie jego wina, że zrobił tak mało, bo nie daliśmy mu więcej czasu (trzymał samochód 12 tygodni !!!), zachowywał się bezczelnie, arogancko i chamsko. Zażądał za swoją robotę masy kasy i był głuchy na wszelkie nasze uzasadnione do niego zarzuty.

Co gorsza w międzyczasie ROSwi skończył się przegląd (który partacz miał ogarnąć.. więcej, mówił nawet że ogarnął, mimo że nigdy nawet nie odebrał dowodu rejestracyjnego od swojego brata, czyli Szwagra Pana P), a że kipa odebrała Mobilnego w godzinach wieczornych, to nie było szans zrobienia przeglądu gdzieś po drodze do Warszawy, bo wszystkie stacje były już zamknięte… Nie mówiąc już o tym, że wycieraczki nadal nie działały, a przelotne deszcze chodziły po okolicy.

Koniec końców Ekipa odzyskała jednak ROSa i wznowiła poszukiwania dobrego warsztatu, który podejmie się jego naprawy. Jeśli więc znacie jakieś dobre i w miarę tanie miejsce, które podjęło by się wyspawania podłogi i poprzecznic starego busa to piszcie do nas śmiało.

Uważajcie też na człowieka, który zwie się Marcin Kubiak (numer telefonu 507 302 645) i udaje, że jest mechanikiem w okolicach Sochaczewa. Nie oddawajcie mu swoich samochodów, nie wchodźcie w żadne interesy i koniecznie informujcie wszystkich, że jest to cham, prostak, kłamca i zwyczajny oszust, który nie tylko nie zreperuje waszego samochodu, ale i nie będzie chciał Wam powiedzieć, gdzie się on znajduje w czasie „naprawy”, a koniec końców zaśpiewa Wam za swoje „usługi” srogi rachunek.

Reklamy

One thought on “Mechanik oszust, czyli 3 miesiące psu w dupę

  1. Miałem podobną sytuację z pseudo-blacharzo-lakiernikiem. Tyle, że „mój” OSZUST trzymał mój samochód KILKA MIESIĘCY!!! To był niby-warsztat w Mościskach, ul. 3-go Maja 18, Izabelin k. Warszawy. Też OSTRZEGAM!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s