Pierwsza wyprawa ROSa do Pieńków Osuchowskich…

Dnia 9 września roku Pańskiego 2011 ROS wyruszył w swoja pierwszą wyprawę campingową. Ze względu na posiadany urlop, oraz posiadanie znajomych (którym zachciało się żeniaczki) przez kobietę pierwszej połowy Ekipy Mobilnego, w trasę wyruszyła tylko druga (nie posiadająca urlopu) połowa Ekipy Mobilnego.

Oprócz piszącego te słowa do ROSa zapakowany został Pan B, oraz jego Suka (z całym osprzętem potrzebnym do przewożenia Suki Pana B, w postaci misek, dywaników, żarcia itd.), oraz Ruda A.

Tu trzeba zauważyć, iż pierwszą kobieta płci przeciwnej, która jechała ROSem była Suka Pana B, natomiast pierwszą kobietą rodzaju ludzkiego, która jechała ROSem była Ruda A. Zauważyć należy również, iż pierwszą osoba która jechała w ROSie na tylnym siedzeniu była Ruda A. (dane dotyczą dłuższych wypraw niż przejażdżka dookoła bloku lub przestawienie ROSa od jednego członka ekipy do drugiego)

Mobilny po naprawach (opisywanych wyżej) hamuje nad wyraz dobrze, pozostał jednak lekki luz na kierownicy co sprawia, że uczucie płynięcia jest przeważające nad uczuciem jazdy. Widać taka to już specyfika Mobilnego. Przyznaje jednak, iż ta pływalność dodaje mu charakteru i oryginalności.

Dzięki nawigacji Pana B udało nam się ominąć korki w Jankach i po przebiciu się przez Pruszków (i złamaniu paru przepisów… koniec drogi => krawężnik => chodnik=> trawnik => krawężnik => podwójna ciągła => dalsza jazda ;)) i skróceniu sobie drogi jadąc przez Otrębusy, w piątek wieczorem dotarliśmy do miejsca campingowania, gdzie czekała już ekipa, kiełbaski i piwo.

Dnia następnego, pełni nadziei i z wielkim zapałem mechanicznym, postanowiliśmy z Panem B dokonać naprawy prędkościomierza. Po okręceniu deski rozdzielczej a następnie samego prędkościomierza stwierdziliśmy, iż działa on bez zarzutów i przyczyn należy szukać w innym miejscu. Zlokalizowaliśmy linkę, która znikała w gęstwinie kabli znajdującej się pod deską rozdzielczą, aby ukazać się ponownie, pod pokrywą silnika. Dalej znikała w jednym z ciemnych miejsc przy silniku i ukazywała już pod ROSem. Przykręcona była (bardzo mocno przykręcona….) do elementu, który wystawał ze skrzyni biegów. Po demontażu linki, załataniu dziury w pancerzyku, oraz przeczyszczenia jej za pomocą WD40, przykręciliśmy ją ponownie lecz prędkościomierz dalej nie działał. Odkręcony został więc element w postaci litery „L”, do którego linka była przykręcona. Początkowo, element ten wydawał się jednolitym kawałkiem metalu. Po pół godziny ze szczoteczką do zębów, WD40, oraz ludwikiem okazało się jednak, iż można rozmontować go na części pierwsze. Po demontażu zaślepek okazało się, iż koła zębate przenoszące obroty ze skrzyni biegów do linki prędkościomierza są wyrobione (zapewne przez piasek, który dostał się do elementu przez uszkodzony pancerzyk linki). Element został zakwalifikowany jako uszkodzony i odłożony w bezpieczne miejsce (tak aby można było pójść do sklepu z częściami i dumnie powiedzieć: „Szefie, takiego potrzebuje”. Udało się jednak ustalić, że element ten przenosi przełożenie w stosunku 1 do 1. Uznany więc został za niepotrzebny. Linkę od prędkościomierza podłączyliśmy bezpośrednio do skrzyni biegów i tak oto zaczął działać prędkościomierz. Testy podczas drogi powrotnej (podziękowania dla załogi Enterprise oraz załogi Zielonej Mazdy) wskazały jednak co następuje:
– w realu 60 km/h w ROSie 55 km/h
– w realu 100 km/h w ROS 85 km/h
– uznano że wymontowany element mógł jednak mieć inne przełożenie 😉

Kolejną naprawioną/poprawioną rzeczą było podniesienie świateł. Podczas drogi na Camping okazało się bowiem, że światła są żenująco nisko i jazda po ciemku sprawia bardzo duże trudności. Pokrętło które jest w kabinie i służy do regulacji wysokości świateł oczywiście nie działa. Odkręciliśmy więc reflektory i ręcznie podnieśliśmy ich wysokość. Mierzenie ich wysokości odbyło się wieczorem w sobotę 10 września z pomocą Zielonej Mazdy, która służyła jako wskaźnik.

Po tych naprawach w sobotę wieczorem opijaliśmy nasze niewątpliwe sukcesy 😉

W niedziele ROS został umyty za pomocą gąbki (podziękowania dla załogi Enterprise) ludwika i węża z wodą. Okazało się, że pomarańczowy lakier jest jeszcze w całkiem niezłym stanie a większość plam i innych obrzydliwie wyglądających rzeczy to po prostu bród.

Po umyciu nastąpił czas na powrót do Wawy, który odbył się bez problemów ze średnią prędkością przelotową 100-120 km/h u ROSa 85-100 km/h 😛

Podczas campingowania wykonanych zostało bardzo dużo zdjęć przez Siostrę nieobecnej części Ekipy Mobilnego. Jak tylko uda mi się je od niej wydębić to zamieszczę je na stronie.

Reklamy

One thought on “Pierwsza wyprawa ROSa do Pieńków Osuchowskich…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s